poniedziałek, 10 wrzesień 2012 13:26

Nastaje czas krótkowidzów

Napisał
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Nie mam poważniejszych doświadczeń literackich z całym tym futurologicznym gadżeciarstwem (czy jak je zwał), to prawda, lecz pewnego razu wysunąłem hipotezę o trwałości pewnego drobnego elementu świata przedstawionego.

Spotkał mnie gorzki zawód.


 Tak jak człowiek renesansu nie zaznał przejażdżki samochodem, tak samo nie zazna jej ktoś urodzony za dwieście lat. Jesteśmy jednym z kilku – może co najwyżej kilkunastu – pokoleń łykających spaliny. Być może za kilkadziesiąt lat podróż samochodem stanie się atrakcją turystyczną. Czy nie powtórzy się obrazek sprzed stu lat: gromada wiejskich chłopaków ciągnących za terkocącym czterokołowym dwuśladem? Dajmy na to, że wachę zastąpi gaz MPG. To wcale nie rozwiązuje problemów technicznych. Czy późny wnuk nie wpadnie w kompletny ambaras, jeśli przyjdzie mu objaśnić własnemu wnukowi słowa pieśni: „tobie lotnik tryumf na przestworzach”? Zabawa w futurologię uprawiana z rezygnacją osoby obeznanej ze statystyką jest również zabawą w przemijalność motywów literackich. Czy w jakimś sensie nie kreślimy naszych świadectw na piasku? Czy ów sens nie jest każdym sensem? W 1993 roku zrodziłem pewien utwór poetycki. Przyozdobiłem ów utwór rekwizytem, który wydawał mi się podówczas obiecujący: pagerem. Problem w tym, że ten rodzaj terminala tzw. telefonii przywoławczej odszedł do lamusa wraz z nastaniem cyfrowych sieci komórkowych. Muzeum telekomunikacji wzbogaca się co roku o nowe bajery wycofane z obiegu. Rozwój technologiczny, o ile w pewnej dziedzinie przybiera on wzmożone tempo, nie pozostaje bez wpływu na zbiory muzealne. Przyrastają one w takim samym tempie. Pamiętacie jeszcze analogowe aparaty komórkowe? Miały one jedną zaletę. Przydawały się w trudnych chwilach. Można się było nimi posłużyć w celach obronnych. A że kosztowały tysiąc dolców, i jeszcze drugie tyle trzeba było zapłacić za aktywację w sieci – w tych dwóch przesłankach upatrywałbym przyczyny, dla której nie powstała odnośna sztuka walki: mobido. Obsadzając pager w roli bohatera tekstu, umożliwiłem późnemu redaktorowi datowanie wiersza z dokładnością do pięciu lat. Telefonia przywoławcza miała sens rynkowy w kraju w latach 1991-96. Potem zdechła śmiercią naturalną (acz samą usługę wyłączono w roku 2011!). Historia literatury pozwala nieco schłodzić entuzjazm wobec zjawiska, które nazywamy potocznie nowym wynalazkiem. Świat elektroniki ukazuje się nam jako dziedzina troszkę przeszacowana. Rozkrzyczane reklamy zanadto usiłują nam wpoić wizję ostatecznego spełnienia, jakim ma się okazać przedmiot wzmiankowanej wrzawy. Tymczasem szpikując tekst artystyczny fantami i artefaktami naszej własnej współczesności, ot np. cyfrówkami o matrycy 10 Mpix albo i-podami o pojemności 16 GB, winniśmy odbyć, chociażby w myśli, ową kwarantannę, którą doradzał Horacy: odłóżmy tekst na osiem lat. Gdy redaktor antologii nowelistyki polskiej pracujący w roku 2058 zasiądzie nad waszym tekstem napisanym w początku XXI wieku, zapewne przyjdzie złapać mu się za jedną z dwóch rzeczy: (1) za encyklopedię elektroniki z epoki lub (2) za głowę. Trzeba będzie dołączyć tam komentarz – wiedzę, jaką wysysamy dziś z mlekiem podręczników. Ale skąd wiadomo, że przyszłość nie zarzuci szlachetnego obyczaju komentowania? Być może oto pozbawiliście się szans na literacką nieprzemijalność. Woń benzyny, odór spalin – kiedyś tego nie będzie. Nie trzeba tu prekognicyjnych kwalifikacji: wystarczy arytmetyka. Kiedyś będą to wrażenia do nabycia jedynie w multimedialnych muzeach. (Zdarzają się wyjątki: wiersz Tuwima najpewniej ocali parową lokomotywę; razem z nią – entuzjastyczną urodę secesji. A może i ten tekst będzie trwał, dopóki żyją ludzie, którzy potrafią wytłumaczyć, co to takiego ciuchcia.) Codzienność zawsze była dla mnie mało obiecującą osobliwością, zbiorem eksponatów o wątpliwej przydatności do spożycia. Redaktor antologii nowelistyki polskiej z roku 2300 będzie musiał upstrzyć tekst nader precyzyjnym wprowadzeniem w arkana zjawiska, które nazywamy dziś motoryzacją. Wystarczy, że napiszecie, iż nie weszła wam jedynka. Kiedy jasnowidzom i ciemnowidzom zaczyna się spieszyć, nastaje czas krótkowidzów. Oni naprawdę widzą najdokładniej.

 

 

Czytany 14181 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 wrzesień 2012 13:41
Marek K.E. Baczewski

Marek K.E. Baczewski – ur. 1964, poeta, prozaik, krytyk literacki, autor słuchowisk radiowych, felietonista „FA-artu″ oraz kwartalnika „Opcje″. Mieszka w Zawierciu. Laureat nagrody poetyckiej im. R.M. Rilkego. W maju 2007 roku został nominowany do Nagrody Literackiej Gdyni za tomik Morze i inne morza. Wydawnictwo FA-art opublikowało kilka jego książek poetyckich, ostatnio zaś zbiór opowiadań: Bajki Baczewskiego.

Strona www.FA-art.pl wykorzystuje informacje przechowywane w komputerze w formie tzw. ciasteczek (cookies) do celów statystycznych. Dowiedz się więcej.