strona główna archiwum miesięcznik
Przeglądarka

Sprzed wojny. „Res Publica Nowa” w dziale Księgarnia Res Publiki prowadzi rubrykę U wydawcy, w której daje rozmowy. Numer styczniowy przyniósł rozmowę z Wiesławem Uchańskim, prezesem wydawnictwa „Iskry”, wydawnictwa znanego ostatnimi czasy z edycji dzienników Kisielewskiego, Mycielskiego i Mętraka, a planującego wydanie dzienników Małysza. Pod koniec rozmowy prowadząca ją Maria Snopkiewicz zadaje dzienikarskie pytania: „Trochę statystyki. Jak »Iskry« wyglądają w liczbach?” „Do tej pory w pięćdziesięcioletniej historii wydawnictwa wydaliśmy ponad 6 tysięcy tytułów. Razem około 180 milionów egzemplarzy. Duża część to był propagandowy śmieć. Teraz wydajemy 50 tytułów rocznie (…)” – odpowiada Uchański. „A jaki jest kapitał wydawnictwa?” – indaguje dziennikarka. „Moim kapitałem jest wizerunek firmy. Historia wydawnictwa i to wnętrze. Pełno tu staroci i mam nadzieję, że jest atmosfera takiej oficyny sprzed wojny.” – odpowiada prezes „Iskier”, nie uściślając o jaką wojnę mu chodzi. Wysilimy za niego pamięć – chodzi o wojnę jaruzelską, prawda?

Corrida Wedle piszącego o „nowej serii książek wydanej przez Biuro Literackie Port Legnica” Jacka Podsiadły (styczniowa „Res Publica Nowa”), poezja jest po byku, a dyrektor Biura Literackiego Artur Burszta pracuje z godnym muła uporem. W ogóle to tekst Podsiadły (Poezja po byku. Biuro Literackie Port Legnica jest o książkach Wojciecha Bonowicz i Tomasza Majerana, ale przynajmniej w początkowej jednej czwartej autor „daje upust zacietrzewieniu wynikającemu nie tylko z osobistych doświadczeń z legnickim Biurem, ale i z niechęci do takiej wizji życia kulturalnego, w której poezję za wszelką cenę trzeba »dobrze sprzedać«”. Żeby objaśnić, dlaczego zaproszono nas na corridę, a nie na przykład na walentynkową grę w butelkę, potrzebny będzie jeszcze jeden dłuższy cytat, dający przy okazji pojęcie o zdolnościach Podsiadły-publicysty. „Jeden ze starych rysunków Mleczki. Na pierwszym planie dyrektor PGR w gumofilcach i gość o wyglądzie wizytatora, na drugim planie baba doi krowę. Krowa wywala jęzor i dyszy ze szczęścia. Dyrektor do wizytatora: »Jaka pomyłka, panie inżynierze?! Praktykantka ma zajęcie, byk zadowolony, o co więcej chodzi?« (…) Legenda do tego obrazka jest taka. Dojna krowa (która, jak już wiemy, nie do końca jest sobą) to poezja. Wpuszczona trochę w maliny dojarka to publikujący w Legnicy poeci. Zadowolony z siebie pegeerowiec to Artur Burszta (…). A wizytator-malkontent (…) uosabia tę część krytyki literackiej, która i poetom patrzy na ręce szczególnie uważnie, i do poczynań Burszty odnosi się z dystansem.” Dobre, bo mocne. Co tu dużo gadać. Ale legendę możnaby ułożyć też taką: dojna krowa (która zdecydowanie nie jest sobą) to publiczność, wpuszczona trochę w maliny dojarka to wierzący w gospodarkę rynkową Artur Burszta, zadowolony z siebie pegeerowiec to publikujący w Legnicy poeci, zaś wizytator-malkontent to poeci w Legnicy nie publikujący, ale do Legnicy przyjeżdząjący i do publikowania aspirujący. Gdzie jest poezja i krytyka literacka? Poza kadrem.

Jak dobrze jest nie wiedzieć. W „Dekadzie Literackiej” 2001, nr 11-12 głównym tematem okazało się Quo vadis. Są recenzje filmu Kawalerowicza, są dywagacje historyków literatury na temat atrakcyjności Sienkiewiczowskiej powieści dla dzisiejszego czytelnika, ale w wielu innych wypadkach filmowa adaptacja utworu dostarczyła ledwie pretekstu, by poruszyć kwestie z mniej lub bardziej odległych okolic Quo vadis. Powraca zatem nieśmiertelna sprawa kulturowego przesilenia między antykiem a erą chrześcijańską, mowa o antycznych tematach w kinie hollywoodzkim i niehollywoodzkim, światowej recepcji powieści (z uwzględnieniem Rumunii) … Może właśnie dzięki rozmaitości blok okolicznościowych w końcu materiałów czytało się nam z dużą przyjemnością. Dobra robota redakcyjna! Co zaś do filmu, jedna rzecz wydała się nam szczególnie ciekawa – w zasadzie wszyscy już wiedzą, że dzieło Jerzego Kawalerowicza to artystyczna klęska. Wszyscy, z wyjątkiem samego reżysera, którego w stanie błogiej nieświadomości utrzymuje również rozmawiająca z nim w „Dekadzie” Maria Malatyńska. Wywiad z Kawalerowiczem to zdecydowanie najsłabszy punkt w spisie treści czasopisma.

Stereotyp poetyckości. W świeżo podesłanej do redakcji „Literaturze na Świecie” nr 7/2001 bardzo zajmujący tekst Jerzego Jarniewicza o długim, naukawym, acz wszystko mówiącym tytule Kto tak pięknie gra, czyli stereotyp poetyckości w polskich przekładach anglojęzycznej poezji współczesnej. Jarniewicz formułuje uwagi warte uwagi każdego miłośnika i nieprzyjaciela poezji, opisując między innymi różnicę między stereotypem a konwencją: „Stereotyp tym się różni od konwencji, że o ile konwencja odzwierciedla obowiązującą w określonej epoce praktykę literacką, o tyle stereotyp wcale się z rzeczywistością nie liczy. W Polsce panuje stereotyp poetyckości, postromantyczny, jeśli chodzi o rolę poezji i poety, lub zgoła młodopolski, jeśli chodzi o wyobrażenia dotyczące języka poetyckiego, choć dominującą konwencją we współczesnej poezji polskiej jest wolny, sprozaizowany wiersz różewiczowsko-herbertowski. Stereotyp poetyckości nie ma więc nic wspólnego z konwencją wiersza współczesnego.” Święte słowa. A jakie tego faktu – westchniemy przypominając sobie zawartość nadchodzących pocztą przesyłek z wierszami – konsekwencje!

Wewnętrzna emigracja zarobkowa. Zdzisław Pietrasik w „Polityce” nr 5/2001 opublikował artykuł pt. Artysto, nie nudź! z taką zajawką: „Za lichy poziom naszej kultury masowej odpowiedzialni są także twórcy tzw. kultury wysokiej, którzy obraziwszy się na czasy, na publiczność i w dodatku jeszcze na krytykę, wycofali się do swoich nisz, z których teraz obserwują nieufnie dokonujące się przemiany w zachowaniach kulturalnych Polaków.” I zapewne strzelają ryżem przez lufkę do tychże kulturalnych Polaków oraz dziennikarzy wysokonakładowej prasy, którzy pouczają ich, że twórca nie burak – i na kamieniu urośnie.

Paulina. „Meble” wypuściły swój czwarty numer, zdecydowanie najlepszy z dotychczasowych. Jest blok o blogach i same blogi, są fotografie Krzysztofa Wykroty, jest opowiadanie Jerzego Sosnowskiego o windzie starej, że aż strach wchodzić oraz wywiad z Robertem Cooverem („klasykiem literatury postmodernistycznej”) przeprowadzony przez Paulinę Skirgajłło-Krajewską. Która między innymi pyta: „Kto sprawuje władzę nad tekstem w internecie?”, na co Coover odpowiada „To często tajemnicza sprawa.”. Jak często tajemnicza, nie mówi, ale rozwodzi się zaraz po tym oświadczeniu o anarchii, więc odkładamy tę kwestię na bok – nieczęsto przecież spotyka się tak przystojną wywiadowczynię. O czym wnioskujemy z zamieszczonej dużej foty.

Pochylenie. Ze spisu treści dwumiesięcznika kulturalnego „Topos” 2001, nr 4-5: Karol Maliszewski Próba pochylenia się nad wierszem Kazimierza Nowosielskiego „Hölderlin”. Próba? Pochylenia się? Dosłownie? Chodzi chyba, tak nam się zdaje, o jakąś nową procedurę hermeneutyczną, bo nie przypuszczamy, by Maliszewskiemu w lekturze przeszkadzała zbyt sztywna szyja.



Menu miesięcznika „FA-art”



• data ostatniej aktualizacji: 14.02.2025, 12:53 •