Redakcja Nowy numer Archiwum Prenumerata Książki Strony autorów



Widzi mi się Przeglądarka Kęsim kęsim Wilczym okiem
Książki nadesłane Konkursy Inne strony WWW Listy do redakcji


Widzi mi się

WIERSZYK PROSTY, LINEARNY

  • Nie powiem, iżbym śledził na bieżąco dyskusję o literaturze lat 90., prowadzoną w „Tygodniku Powszechnym”, ale ponieważ redakcja publikuje kolejne wypowiedzi w internecie, to od czasu do czasu zerkam, by sprawdzić, co też zaproszeni dyskutanci mają do powiedzenia. Poziom dyskusji, umówmy się, jest taki sobie, ale też dotychczas był na tyle taki sobie, że nie widziałem powodu, by w ogóle sprawę komentować. Ot, członkowie towarzystwa im. Sierżanta Garcii okładają swoje wierzchowce. Wszakże przecież wypowiedź Jacka Podsiadły, jako żywo zasługującego na imię Zorra („jedzie Zorro na rumaku, a Garcia na ślimaku”), zachęciła mnie w końcu do zabrania głosu. A właściwie do pożonglowania cytatami.
  • Zacznę od oddania głosu Jackowi Podsiadle: „dotkliwie odczuwam (…) różnicę między dwoma sposobami podawania tekstu dzisiejszemu poezjożercy. Dotkliwość bierze się stąd, że w obcowaniu z wcale pokaźną częścią powstających ostatnio wierszy zwyczajnie nie kumam bazy, ergo: semantyczne pole, w jakie się mnie wyprowadza, jest zbyt szczere, więź motywująca związki między kolejnymi słowami, zdaniami – często niejasna lub w ogóle nieuchwytna. (…) Mam nadzieję, że podział literatury na tę, którą Podsiadło rozumie, i tę, której nie rozumie, okaże się dla krytyki nie do przyjęcia. Zresztą nie piszę tekstu krytycznego, lecz skargę. (…) Istnieje grupa autorów, którzy mi wchodzą (…), i są tacy, którzy mi nie wchodzą lub wchodzą z oporami (…). Z grubsza biorąc, różnicę między pierwszymi a drugimi postrzegam tak (…). Pierwsi konstruują wiersze linearnie; mogą meandrować, zbaczać w dygresje, mnożyć wątki, ale »linia rozwojowa« tekstu układa się w logiczny ciąg powiązań, zmierzających ku szczęśliwemu rozwiązaniu (rozwiązań może być oczywiście mnogość, ale ich liczba jest skończona), często wyraźnie sygnalizowanemu pointą. Ci autorzy starają się prowadzić czytelnika, podsuwać mu tropy możliwe do odczytania. Drudzy przeciwnie, zdają się zostawiać czytelnikowi całkowicie wolną rękę; jeśli w pierwszym przypadku mówimy o linearności, to tu mamy raczej do czynienia z labiryntami gwiaździstych rozgałęzień i ślepych korytarzy. Lektura staje się czynnością mającą wiele wspólnego z tropieniem, o ile nie traktujemy jej li tylko jako kontemplacji melodii języka i »słów na wolności«.”
  • Co tu komentować: wśród praktykujących poetów chyba tylko Jacek Podsiadło mógł być na tyle rozsądny albo i nierozsądny, by na temat znaczenia w poezji co mniemać albo i nie mniemać. Ogólnie trzeba stwierdzić, że fundujące jego rozważania założenie, iż autor jest uprzywilejowanym czytelnikiem („Kto jak kto, ale autor najlepiej chyba wie, co i dlaczego napisał”), jakkolwiek zdroworozsądkowo trafne, wydaje się co najmniej dyskusyjne. Osobiście przypuszczam, że nie sądzę – fetyszyzowanie autorskiej interpretacji dzieła jest wstępem do śmierci twórczości danego literata, albowiem literatura żyje także – jeśli nie przede wszystkim – dzięki wolności skojarzeń i swojej podatności na interpretacje. Poza tym, suma części to jeszcze nie całość – ponieważ na literaturę składa się co najmniej autor, tekst i czytelnik, owa całość jest raczej nieprzewidywalna. (Rozważania o możliwej czy zgoła pożądanej tożsamości autora i czytelnika należy włożyć między bajki, co podejmuję się uczynić, ale na osobności.)
  • Żeby zaś nie uwikłać się w proponowaną przez Jacka Podsiadłę miskę do bicia piany, opatrzoną napisem „postmodernizm”, dam cytat z pana Hansa-Georga Gadamera: „Dzisiejsza liryka zabiega najwyraźniej o to, by wyzwolić w całej pełni siłę grawitacji słów, nie ograniczając jej środkami syntaktycznymi i logicznymi. Ta liryka mówi blokowo, pojedyncze słowa, wywołujące wyobrażenia, stoją obok siebie, choć to nie znaczy wcale, że nie można ich stopić w jedność intencji sensu. Ale spełnienie tego postulatu pozostawia się czytelnikowi. Nie jest tak, że poeta arbitralnie zaciemnia i zasłania jedność sensu. Poeta chce w ten sposób właśnie coś ujawnić. Poprzez zblokowane konstrukcje uwalnia wielowymiarowość relacji sensu, które w rządzonej logiką, jednowymiarowej mowie potocznej przytłumione są praktyczną jednością intencji. Błędem jest uważać, że z wiersza nie da się nic zrozumieć, ponieważ relacje sensu nie są jednoznaczne. I błędem jest uważać, że brak tu jedności intencji mowy. Ta jedność dopiero stanowi wiersz.”
  • Proszę zwrócić uwagę, że argumentując przeciwko filipice Podsiadły, nie ma potrzeby odwoływania się do żadnych tam postmodernizmów ani jeszcze bardziej współczesnych koncepcji, które cokolwiek o porządku w chaosie literatury mogłyby naprawdę powiedzieć, tylko do poczciwej Gadamerowskiej hermeneutyki. Owa „dzisiejsza liryka” została opisana w 1975 roku (Sens i zasłanianie sensu w poezji Paula Celana w książce Czy poeci umilkną?). Przynajmniej o ćwierć wieku jest Jacek Podsiadło do tyłu w zawodach w natężaniu świadomości poetyckiej. To nic złego oczywiście, bowiem i publiczność jest o wiele lat do tyłu, a poza tym – to najważniejsze, proszę nie przegapić – nie ma obowiązku bycia do przodu. Problem jest inny, choć zawsze ten sam: czy koniecznie należy się z owym byciem do tyłu obnosić (nie mówiąc o robieniu z tego powodu komukolwiek wymówek)?
  • Mam estymę dla twórczości Jacka Podsiadły. Wychwyt Grahama to zdecydowanie niezła książka i bez wahania nazwałbym autora artystą słowa, wszelako jego skarga współbrzmi ze stale podnoszącymi się głosami przeciwko artystycznemu wyrafinowaniu nazywanemu bełkotem. „Mogą przyjść grafomani” – ostrzega w końcówce swego tekstu JacPo. Ależ oni zawsze tu byli i będą! Ba, w pewnym sensie wszyscy jesteśmy grafomanami, więc o co Jackowi Podsiadle naprawdę chodzi? Mam nadzieję, że nie o pochwałę zawodowstwa czyli postawy sceptycznego (nadużywane słowo-zaklęcie) wobec podejmowania wszelkiego ryzyka oportunisty, który wierzy, że świetnie wie, co publiczności wchodzi, a co nie wchodzi?
  • Ach, zawodowcy! To, proszę państwa, zawiedzeni kochankowie Sprawy, którą umiłowali – z zemsty postanawiający brać pieniądze za każdorazowe rzeczonej Sprawy spieprzenie. Z niejaką melancholią wspominam, że jakiś czas temu pozwalałem sobie na okrutne żarty wobec siebie i przedstawiałem się jako zawodowy redaktor. Wtedy jeszcze wydawało mi się to śmieszne.

    Konrad C. Kęder







    PAMPERS JAKO DUCHOWA FORMA ŻYCIA

  • Poranną strawą duchową przeciętnego pampersa jest książka Rodowody niepokornych Bogdana Cywińskiego. Pampers znajduje tam sobie przed śniadaniem sentencje o tym, jaką to minę przybrać w drodze do pracy. Dowiaduje się, że jest spadkobiercą polskiej inteligencji, podrywającej naród z uśpienia w czas zaborów, i straceńców, walczących z totalitarnym państwem w latach 70. Wypnie więc pierś przed siebie, głowę wysoko uniesie i potoczy wzrokiem sokolim po maluczkich, z dumnym, endeckim poczuciem wewnętrznej siły, wyhodowanej na szumie puszczy białowieskiej i pieczeni z żubrzego serca, a w uszach zabrzmi mu dźwięk Jankielowych cymbałów.
  • Wieczorem, już po pracy, zasiądzie strudzony do Musila i zaczyta się w Człowieku bez właściwości albo w innym dziele o podobnym tytule. Pokiwa głową nad nudnym, drobnomieszczańskim życiem w pogoni za małymi sprawami, gdy dusza domaga się spraw wielkich, wyrywa się do heroizmu i najchętniej cierpiałaby za miliony.
  • Za co milcząca większość kocha pampersa? Nie znam żadnego pampersa. Jedyną jego formą, z jaką zdarzyło mi się obcować, była jego forma zalążkowa, sympatyczna forma antykomunistycznego zgrywusa, pod postacią NZS-owca w kominiarce na głowie, wychudzonego brodacza z bandamką na nosie lub jajcarza na taczkach z Pomarańczowej Alternatywy. Najbardziej godny podziwu był Zenon. Potrafił wygrywać pojedynki na pięści z ZOMO-wcami. Dużym szacunkiem cieszył się Andrzej, który krzyczał najgłośniej z całej demonstracji, tak zapalając się w swych rewolucyjnych zapędach, że wydawał się odchodzić od zmysłów. Ich skala odwagi i egzaltacji była fizjologicznie obca milczącej większości – stąd podziw ustokrotniony. Najbardziej heroicznym czynem milczącej większości było bowiem namalowanie sprayem kotwicy w trzeciej kabinie WC Instytutu Filozofii i Socjologii – zainteresowani mogą dokonać odsłonięcia tych rewolucyjnych fresków spod ordynarnej powłoki lamperii. Później całą noc nasłuchiwaliśmy kroków na schodach akademika. Z duszą na ramieniu, ma się rozumieć. Już na pierwszy rzut oka widać zatem, że w sprawach heroizmu milcząca większość pozostała jedynie przy biernym zachwycie.
  • Podziw dla pampersów jeszcze się wzmógł po doświadczeniach postkomunistycznego życia naukowego i mediów, po przeżyciu młyńskiego koła przefarbowanych sekretarzy, nawróconych POP-owców i ludzi do wynajęcia, niegdyś na usługach Dziennika Telewizyjnego. Po stwierdzeniu, że świat naszpikowany jest przerobionymi hipokrytami jak babka wielkanocna rodzynkami. Bardzo szybko zmieniono sztandary w imię masełka, ciepełka, chlebka i wakacji na Bora Bora. Be, a kysz!
  • Ten absmak sprawia, że milcząca większość jeszcze bardziej podziwia młodych, radykalnych pampersów. Podziwia ich, jak podziwia naturalny dla młodego pokolenia sprzeciw wobec hipokryzji. Milcząca większość samokrytycznie zgadza się, że jej kompromisowa postawa jest nudna, że powinna się zbuntować przeciwko liberalizmowi w wersji leseferystycznej, w który została wrzucona, w którym wszelkie wartości podporządkowane są wartościom ekonomicznym. Nie, jej na to nie stać – jest zbyt tchórzliwa.
  • Gdzie milcząca większość ma szukać ratunku? Można zdecydować się na indywidualne poszukiwanie własnego sposobu życia, ustawiając się w kontrze zarówno wobec oficjalnego świata liberalnej ekonomii, w którym życie jest podporządkowane zdobyciu i utrzymaniu życia, jak i wszelkim przejawom duchowego kolektywizmu. Gdyby tylko milczącą większość stać było na karierę typu Bader Meinhof i była gotowa podkładać bomby pod banki i hotele…
  • A może milcząca większość powinna oddać się w ręce kościoła – organizacji, która tradycyjnie i programowo jest nastawiona przeciwko materialistycznemu światu, zabierającemu milczącej większości duchowość oraz zainteresowanie wartościami wyższymi? Kościół przygarnął już niejednego zbłąkanego wędrowcę, może też przyjmie na swoje łono zrywającą z zainteresowaniem przyziemnymi sprawami milczącą większość?
  • Postmodernizm i nowy konserwatyzm. Milcząca większość dowartościowuje się dzisiaj przekonaniem o wyczerpaniu się utopijnego paradygmatu myślenia oraz przewadze spontaniczności w życiu społecznym i kulturze nad wizją idealnego ustroju społecznego, potrafiącego rozwiązać sprzeczności i niedogodności stanu aktualnego. Jest to przekonanie, że zarówno lewicowe utopie komunistyczne, jak narodowosocjalistyczna ideologia Blut und Boden, a poprzez nie wszelka próba odgórnej organizacji milczącej większości, kończy się totalitaryzmem oraz terrorem.
  • Dzięki temu wykształciły się dwa co najmniej podstawowe rozwiązania dla milczącej większości. Pierwszą z nich jest ironiczne, erudycyjne wzruszenie ramionami w przekonaniu, że „wszystko już było”. Prowadzi to wprost do postawy ironicznego estety, a stąd już tylko krok do kultury kamp jako światopoglądowej wersji postmodernizmu ze sztuką ocierająca się o technokratyczne eposy oraz nową gnozą, przełamującą przynależny informatycznemu światu indywidualizm.
  • Drugim wyjściem jest postmodernistyczny neokonserwatyzm i powrót do pierwotnych więzi społecznych oraz doświadczeń wspólnotowych. Oparcie postmodernistycznej postawy duchowej na wydobytych z mroku dziejów wzorach kulturowych, wypełnienie zdezorientowanej globalizacją duchowości treścią pierwotnego doświadczenia narodowego lub plemiennego. Specyficzną formą neokonserwatyzmu jest powrót do ekologii i naturalnych sposobów życia, ucieczka od cywilizacji, zakopanie się w sianie.
  • Tu w sposób konieczny natrafia się na religijność i jej formę instytucjonalną – religię. Tutaj spotyka się natychmiast to, co niepokornym pampersom, sfrustrowanym globalnym ekonomizmem, wydaje się zbawieniem – ukształtowane od tysiącleci i niepodważalne, zakorzenione w najwyższym autorytecie, wartości, chronione przed wyniszczającym światem instrumentalizującej ekonomii.
  • Gdy śpiewają Pospieszalscy. Gdyby wejść na chwilę na grunt muzyki, to można by pociągnąć różnicę pomiędzy wielkomiejską muzyką techno i rap a kulturą zespołów folklorystycznych i muzyką źródeł. Pomiędzy Prodigy a Arką Noego, Voo-Voo i kolędami Pospieszalskich. Wielkomiejskie i ekstatyczne techno – bazujące na procesach zacierania się różnic płci, zafascynowane techniką i nowoczesnością, uprawiające kult brzydoty oraz kiczu w odpowiedzi na przeestetyzowany Paryż – chwali się swoją sztucznością, spiętrzoną pojęciowością, ironiczną erudycją, techniczną perfekcją oraz precyzją. Nie czerpie z prostych przeżyć, mając dla prostych przeżyć pogardę, nie żywi się szlachetną prostotą, mając ją za zgraną kartę, nie szuka też zbiorowego przeżycia, wiedząc od czasów Le Bona, że jest ono zafałszowane zbiorową potrzebą przywódcy i struktury. Wręcz przeciwnie, kultura kamp i techno nie przymila się milczącej większości i nie próbuje jej podbić – ona ją uwodzi. Jest egocentrycznie arbitralna i swym egocentryzmem zafascynowana, ucieka od wszelkich państwowotwórczych zachowań, poprzestając na zappingu przed telewizorem oraz internecie. Stawia na nowo radykalnie opozycję pomiędzy nowością, innowacją, niepokojem intelektualnym i poszukiwaniem nowych dróg a tradycją i przywiązaniem do tego, co stanowi naturalne spoiwo społeczne. Jest przeciwko podejrzliwym pesymistom, wszędzie doszukującym się zagrożeń dla nieświadomej niczego milczącej większości.
  • Pampers widzi natomiast ciągłość pomiędzy atomizacją milczącej większości w czasach dyktatury a atomizacją w czasach liberalnych, gdzie interes ekonomiczny oraz nowe sposoby życia przekształcają struktury społeczne, zabierają czas i siły, redukują życie do krótkich chwil tzw. wolnego czasu, wykorzystywanego dla podreperowania nadszarpniętej pracą kondycji fizycznej. Ubolewa nad rozbiciem naturalnych struktur milczącej większości, opartych na biologii oraz bliskości terytorialnej – rodziny i wspólnoty. Zdegenerowanej kulturze techno przeciwstawia pampers pastereczkę z fletnią Pana, dziateczki ochoczo wyśpiewujące proste piosenki na chwałę najwyższego, szlachetną prostotę stylizowanego wiejskiego wesela, zgrany motyw á la Rousseau i słowianofilów, szukających sposobu odreagowania na napięcia modernizacji.
  • Między filistrem a pampersem. I tutaj pampers wpada we własne sidła. Krytykując rozdwojenie jaźni milczącej większości, sam zaczyna pączkować, wpadać w schiozofrenię, niespodziewanie wyłazi mu z głowy nowe wcielenie i gra mu na nosie. Marząc o byciu niepokornym, pampers chce ostrzem swego żądła ukąsić milczącą większość, jak Przybyszewski znaleźć filistra i pokonać go. Rozpaczliwie szuka przeciwnika, wychyla się z okna i wypatruje, wzdycha z utęsknieniem i ostrzy na tokarce język, którym zaatakuje, wystrzeli z siebie garść kul – słów nieposkromionych, które przebiją serce burżuja w ciele milczącej większości. Ale burżuja w milczącej większości jest mało. Za mało, żeby się na nim wyżyć. Burżuj w Polsce dopiero się rodzi, dopiero nabiera czerstwoty i siły. Na razie jest słaby i chorowity, każdy dobrze wymierzony strzał mógłby go śmiertelnie zranić. Wykrwawiłby się biedaczek i kto stawiałby obiady oraz zgłaszał szeleszczące wyrzuty sumienia? Nikt, cholera. Pustka by była, nuda i bieda, oj, bieda…
  • Na razie więc posiadający instynkt samozachowawczy pampers musi zadowolić się krytykowaniem innych, musi zwrócić się na Zachód, gdyż tylko tam spotkać może przeciwnika godnego sobie. Tam wykaże, że Europa tylko w nim pokładać może nadzieję. Że z dala od centrów gospodarczych powstaje nowy model duchowości, który pewnego dnia podporządkuje sobie Zachód mentalnie. Postawi na największej wystawie światowej kurną chatę za szkłem i przekonywać będzie, że nie wstydzi się swej przeszłości, ba! szczyci się nią, zapraszając ze staropolską gościnnością zdziwionych gości do paleniska. Czym jednak zapłaci za swoją oryginalność? Tym, że nie będzie chodził po nowych ścieżkach i po omacku szukał nowych sposobów życia i pracy, nowych sposobów wyrażania się i dyskusji. Nie, on będzie śpiewał peany na rzecz prostoty i naiwności, na rzecz tradycji i poszanowania godności, na rzecz świętego spokoju. Nie uczyni ze swego niedorozwoju wściekłości i paliwa ambicji. Nie, on się uspokoi – powie sobie, żeby się nie przejmować i czekać, bo Zachód i tak któregoś dnia runie, zjedzony przez chciwość i pustkę duchową. Wmówi, żeby się cofnąć do korzeni, do Piasta Kołodzieja. Nie będzie wzywał do wysiłku i rozwoju. Nie, on cofnie się do pasterzy i trójpolówki.
  • Dopiero wtedy milcząca większość dowie się, że biedny pampers wymaga opieki i czułości. I zaopiekuje się nim, jak opiekować się trzeba zbolałym – bo z jednej strony biedaczek chce być niepokornym i zwalczać filistra, a z drugiej schlebia mu, zwalczając nowość i jej konsekwencje. Jak każdemu schizofrenikowi, potrzebny mu kaftan bezpieczeństwa, ażeby sobie biedaczek krzywdy nie zrobił – choć jego instynkt samozachowawczy na pewno podpowie mu trafne rozwiązanie. Co było do udowodnienia. Amen.

    Krzysztof Sołoducha

    Powrót na początek strony

  • Przeglądarka



  • Czytelnik czka. Olsztyn ma kolejne pismo – właśnie ukazał się pierwszy numer „Androgyne”. Co „androgyne” znaczy, w przeciwieństwie do redakcji tłumaczyć nie będziemy. Gazeta jest wydawana przez Genderowe Koło Naukowe Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i co znaczy „genderowe” (nie mylić z „kęderowe”) także, a i konsekwentnie, w przeciwieństwie do redakcji, tłumaczyć nie będziemy. Niestety, łopatologia wstępniaka jest chyba skutkiem dostosowania go do poziomu tekstów wewnątrz numeru, mimo pieczątki uczelni i tego, że napisał doń coś, znany z „Portretu”, Mariusz Sieniewicz. Najzabawniej w kontekście artykułów w piśmie wyszedł chwyt retoryczny, zastosowany w odredakcyjnym artykule. Na początku mamy: „wypada zacząć od odpowiedzi na pytania elementarne – po co? dlaczego akurat w ten sposób?”, zaś na końcu: „na pytania postawione na początku czytelnik/czka musi odpowiedzieć sobie sam/a. Redakcja i autorzy numeru życzą więc przyjemnej lektury.”

    Trudne doświadczenie. Mariusz Cieślik pisze w artykule Trzeci język („Polityka” nr 23/2000) o tym, że miało już nie być literatury emigracyjnej, a jest i ma się nieźle. Wspomina mimochodem o Herlingu-Grudzińskim i Barańczaku, zajmuje się Wilhelmem Dichterem, Elim Barburem, Zbigniewem Kruszyńskim i Januszem Rudnickim jako pisarzami świetnie ilustrującymi prawdziwość swojej tezy i kończy artykuł taką oto kwestią: „Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego, choć jesteśmy we własnym domu, tak wiele ważnych dla polskiej literatury rzeczy musimy importować. Może to właśnie trudne doświadczenie emigracji sprzyja rozwojowi pisarskich indywidualności?” „Indywidualności” – dobre sobie! Emigracja, jeśli już czemuś sprzyja, jeśli w ogóle może czemuś sprzyjać, to raczej rozwojowi – w sensie względnej zasobności – pisarskich portfeli. Właśnie dlatego, że jesteśmy we własnym domu, w którym potencjalny pisarz do lansowania jest gołodupcem z wybujałymi wyobrażeniami i pilnymi potrzebami, gołodupcem wymagającym od wszystkich uczestników krajowego życia literackiego dużych inwestycji czy zgoła poświęceń, nie jest on pożądanym partnerem dla wydawcy. W tej perspektywie pisarz przebywający poza krajem ma same zalety: przeczołgany przez gospodarzy, wie, że żyć z samej literatury prędko nie będzie, ale ma przecież na to życie jakieś pieniądze, więc nie napiera się dużych honorariów, a że mieszka daleko, to nie stanowi dla dotychczasowych beneficjentów finansowania krajowego życia literackiego zagrożenia. Takiego to aż żal nie lansować.

    Zatańczy pan? W najświeższej (nr 3/2000) „Literaturze na Świecie” stara, bo z 1998 r., ale jakże duchem jara rozmowa z Rosemarie i Keithem Waldropami z USA, prowadzącymi maleńkie, acz ponoć zasłużone wydawnictwo „Burning Deck”. Tytuł rozmowy streszcza ją najlepiej Primo: nie liczyć na żadne zyski. Dalej jest jak w paru miejscach w Polsce: przejściowa koniunktura, nieliczne dotacje, brak zainteresowania sponsorów, długie przerwy w działalności, ale dobre towarzystwo i alternatywne gusta. Pod koniec rozmowy, w której z polskiej strony brało aż siedem osób, Piotr Sommer stwierdza: „wszystko to brzmi bardzo przygnębiająco, bo my tu sobie często mówimy, że, co prawda, sami jeszcze nie wiemy, jak skłonić jakieś firmy do finansowania literatury, ale gdzie indziej, na przykład w Stanach, ludzie potrafią to już świetnie robić.” „Firmy lubią inwestować w balet i operę, które nadają rozgłos nazwiskom sponsorów. Książki ich nie interesują” – potwierdza Rosemarie Waldrop. Sic transit gloria mundi – tak przemija chwała świata. Zwłaszcza świata wyobrażeń o dobrodziejstwach amerykańskiego modelu kapitalizmu w odniesieniu do kultury.

    Tańczmy techno.Wrocław – smuga cienia – pod takim tytułem przed ponad 25. laty Wojciech Giełżyński ogłosił (…) raport o kryzysie kultury we Wrocławiu. Ówczesny kryzys niektórzy uczestnicy kultury wspominają jednak obecnie z nostalgią.” W ten sposób rozpoczyna się rozmowa redakcyjna zatytułowana Wrocław – cień smugi w nr 6/2000 „Odry”. A w rozmowie, o tematyce tak prostej do odgadnięcia, że polecalibyśmy ową zagadkę układaczom pytań w audiotele, biorą udział m.in. Tadeusz Różewicz i Jan Waszkiewicz (marszałek województwa dolnośląskiego) oraz gospodarz, redaktor naczelny „Odry”, Mieczysław Orski. Co mają do powiedzenia sobie i światu: że pod rządami samorządów ludziom i instytucjom kultury jest jeszcze gorzej niż było, „Odrze” chcą odebrać nawet to, co miała, i że choć władza się stara, to jednak nie może. Wiemy, czujemy tę ogólną niemoc na własnej skórze: i „FA-artowi”, i bliskim przez unię personalną „Opcjom” powodzi się tak, jak wrocławianom w czasie niedawnej powodzi. A może by tak, zamiast tańczyć z Edkiem tango, wspólnym wysiłkiem zaaplikować mu elektrowstrząsy? Niech by się dowiedział, co to techno!

    Każdy widzi.
    Byliśmy już skłonni podejrzewać, że Piotr Szewc to pisarz, który ma prawie wszystko: urodę, talent, słuszne przekonania, etat redakcyjny (w „Nowych Książkach”). Brakuje mu tylko, bagatela, szczęścia. Jego Zagłada to fajna rzecz, ale ukazała się w czasie, gdy adorowano Weisera Dawidka. Jego Zmierzchy i poranki to równie sympatyczna książka, ale trafiła na moment, gdy najbardziej opiniotwórcze środowiska adorują Esther Stefana Chwina. Tak myśleliśmy, aliści okazało się, że jeśli nawet Szewc nie może się równać z Chwinem co do sukcesu medialnego, to zdecydowanie go przebił wzięciem u krytyków. Ciepłe lub zgoła entuzjastyczne recenzje Zmierzchów i poranków ukazały się w kilku pismach, ale chyba najprzychylniej nową powieść Szewca powitała „Dekada Literacka”. W numerze 4-5/2000 ogłoszono wywiad z autorem na całą stronę, a na stronie następnej wywiadowca, Robert Ostaszewski, zamieścił kolejną porcję komplementów. Tym razem jako recenzent. Skąd te dowody sympatii? Może stąd, że Piotr Szewc, piewca bytu i czasownika „jest”, nawiązał bezpośrednio do klasyki polskiej myśli filozoficznej, a mianowicie do słynnej zasady ontologicznej, sformułowanej przez ks. Benedykta Chmielowskiego: „Jaki jest x (koń lub Zamość), każdy widzi”?

    Obywatelu, zrób sobie dobrze sam!
    Pisaliśmy już kiedyś w tym miejscu, że Legendarny Pavique to prekursor całą gębą. Bo oto Paweł Dunin-Wąsowicz (czyli ów Legendarny P.), mistrz absurdalnej zgrywy, jest autorem licznych „wynalazków”, które pierwotnie pojawiają się w trybie żartu, lecz po pewnym czasie wcielane są w życie całkiem serio, w zaskakujących miejscach i kontekstach. Po prostu rzeczywistość naśladuje Pavique’owy pure-nonsens. Między innymi Dunin-Wąsowicz, i to przed laty, umyślił sobie, że skoro opinią literacką rządzą reguły kumotersko-kolesiowate, to on, jako redaktor nieregularnika „Lampa i Iskra Boża”, nie będzie hipokrytą i wprowadzi zasadę, zgodnie z którą w jego czasopiśmie recenzowane są wyłącznie książki wydane nakładem oficyny o tej samej nazwie, tj. wyłącznie produkty „LiIB”. Co zamierzył, to uczynił. Lektura najnowszego numeru płockiego „Gościńca Sztuki” (nr 1/2000) dowiodła, iż absurdalny, z gruntu prowokacyjny i prześmiewczy, pomysł szalonego warszawskiego redaktora przyjął się na Mazowszu: magazyn artystyczno-literacki z Płocka, piórem Bożenny Czowgan („płockiej poetki średniego pokolenia”), recenzuje wyłącznie książki płockich autorów, w Płocku głównie zresztą wydane. Jest to zarazem przykry zgrzyt w obrębie całkiem przyzwoitego numeru „Gościńca”, którego ozdobą jest szeroka prezentacja dorobku „klanu Wirpszów”: dokonania translatorskie i w zakresie twórczości oryginalnej Marii Kureckiej, jej męża – Witolda Wirpszy, ich syna – Leszka Szarugi.





  • Powrót na początek strony

    Kęsim Kęsim


    Mieczysław Dąbrowski: Postmodernizm: myśl i tekst. TAiWPN „Universitas”: Kraków 2000.
    Książka ma charakter studium monograficznego, co wyraźnie sugeruje sam tytuł (por. tytuły w rodzaju Maria Dąbrowska: życie i twórczość, Adam Mickiewicz: słowo i czyn, Włodzimierz Ilicz Lenin: działalność i dzieło). W pierwszej części autor prawi o myślach różnych Derridy, Lyotarda, Baumana, Rorty’ego, Vattimo, Geertza, Featherstone’a i innych. W części drugiej – omawia teksty Pynchona, Bartha, Borgesa, Márqueza, Eco, Calvino, ale też Gombrowicza, Buczkowskiego, Iredyńskiego, Andrzejewskiego, Mariana Pilota, Kuśniewicza, Porębskiego („po-wieść” Z.). Cóż, żartowałem z Włodzimierza Boleckiego, twierdząc, że ten przesadza, rwiąc włosy z głowy nad praktyką przerabiania polskich modernistów na postmodernistów. Teraz chyba autora Polowania na postmodernistów będę musiał przeprosić. Mieczysław Dąbrowski bowiem to rasowy myśliwy. Strzela do wszystkiego, co się rusza. KU

    Edward Redliński: Nikiformy. Warszawskie Wydawnictwo Literackie „Muza” SA. Warszawa 2000. Wznowiona po osiemnastu latach ważna książka nie tylko w dorobku Redlińskiego, ale w ogóle w dziejach współczesnej prozy polskiej. Wznowiona to mało powiedziane! Rzecz wydana przepysznie, z bajerami typograficznymi, o jakich w 1982 roku pisarz mógł tylko pomarzyć. Na ironię zakrawa fakt, iż Redlińskiemu, piewcy PRL-u i nieprzejednanemu krytykowi reform Balcerowicza, kapitalistyczny, komercyjny wydawca pokazuje dziś, czym Nikiformy od strony techniczo-wizualnej nie mogły być kiedyś, a czym mogą być obecnie. Ot, lekcja poglądowa! Książkę otwiera autorska przedmowa 20 lat później, gdzie niezawodnie Redliński daje wyraz doskonałemu samopoczuciu (megalomania to ton charakterystyczny dla wystąpień pisarza w latach 90.); przytacza m.in. głosy zachwyconych pierwszym wydaniem Nikiform recenzentów i w ogóle daje niedwuznacznie do zrozumienia, iż onegdaj popełnił arcydzieło. Cóż, może i popełnił, ale czy to jemu, autorowi, wypada o tym mówić? Za to na czwartej stronie okładki prawdziwy rarytas: oświadczenie redaktora naczelnego „Muzy” SA, w którym m.in. czytamy: „Zaproponowaliśmy Autorowi stworzenie kolejnej książki z dokumentów i o rzeczywistości lat 90-tych (…) Redliński naszej oferty nie przyjął (…) w związku z tym kierujemy naszą ofertę do współczesnych, wielce utalentowanych i dociekliwych – młodych i nie tylko młodych – reporterów i prozaików: Czekamy na Nikiformy 2.” Odezwa szefa „Muzy” zatytułowana jest Oferta. Nie ma tam jednak mowy o wysokości honorarium dla naśladowcy Redlińskiego, toteż z punktu widzenia prawa gospodarczego nie jest to chyba oferta handlowa. DN

    Marta Podgórnik: Paradiso. Biuro Literackie „Port Legnica”. Legnica 2000.
    Skoro czterech panów (Tadeusz Pióro, Darek Foks, Mariusz Grzebalski, Adam Wiedemann), w dodatku czynnych poetów średnio-młodego pokolenia, uznaje, że pewna pani, w dodatku poetka, „stworzyła oryginalny język poetycki”, że chciałoby się „częściej trafiać na takie książki”, że „autorce należy gratulować odwagi, inteligencji, językowej werwy”, zaś w ogólności – „poezja polska ma na imię Marta”, to poddawanie tego w wątpliwość byłoby dowodem na doprawdy kobiecą zazdrość. W książce dużo łez, mnóstwo dzieci i też trochę przekleństw. Da się czytać, na szczęście. KCK


    Powrót na początek strony

    Wilczym okiem


  • Jak straszny i przerażający jest obraz polskiej literatury ostatniej dekady, a szczególnie tej tworzonej przez najmłodszych (urodzonych zresztą, he he, w latach 60.) autorów, od jakiegoś czasu usilnie przekonują nas poeci, pisarze i krytycy, biorący udział w dyskusji zainicjowanej przez „Tygodnik Powszechny”. Tak więc raczej wszystko, co napisali(śmy), jest do dupy, awangardę literackiego smaku tworzą: Czesław Miłosz, Adam Zagajewski, Ewa Lipska i Stefan Chwin, zaś dodatkowo współczesna poezja jest kompletnie niezrozumiała, jak wyznał w swoim artykule Jacek Podsiadło, zresztą przecież nasz rówieśnik (czyli podwójna dupa). To wszystko przypomina mi trochę zdjęcie Josefa Koudelki, wykonane w 1990 roku na terenie zniszczonych przez odkrywkowe kopalnie (to metafora…) Sudetów, a wśród tych sterczących kolejowych i drogowych znaków (zapytania), umieście sobie, Drodzy Czytelnicy tej rubryki, zdezorientowanego polskiego intelektualistę, który KURWA zupełnie nie wie, w jakim kierunku ma iść…





    Powrót na początek strony

    Książki nadesłane


    Wiesław Janusz Mikulski: Opadanie czasu. Ostrołęcki Ośrodek Kultury. Ostrołęka 2000.
    Marta Podgórnik: Paradiso. Biuro Literackie „Port Legnica”. Legnica 2000.
    Jadwiga Satuła-Karp: Moje światy i zmierzchy. Książnica Podlaska. Białystok 2000.
    Jan Tomkowski: Dom chińskiego mędrca. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2000.
    Wojciech Wencel: Oda chorej duszy. Fundacja „bruLionu”. Warszawa 2000.



    Powrót na początek strony

    Konkursy





    Konkurs Poetycki „O liść dębu”
    W konkursie może wziąć udział każdy piszący, nie będący członkiem profesjonalnego związku twórczego. Opatrzone godłem zestawy dotąd nigdzie nie publikowanych pięciu wierszy (w czterech egzemplarzach, każdy wiersz osobno na papierze w formacie A4) wraz z kopertą zwrotną z danymi osobowymi należy nadsyłać do 31 lipca 2000 roku na adres: Książnica Płocka im. Wł. Broniewskiego, ul. Kościuszki 6, 09-400 Płock

    II Ogólnopolski Konkurs Literacki im. Stanisława Jerzego Leca
    Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu ogłasza otwarty konkurs za fraszkę lub aforyzm. Zachęca się do nadsyłania zestawu 5. aforyzmów lub 5. fraszek w 5. egzemplarzach. Zestawy opatrzone godłem należy przesyłać w nieprzekraczalnym terminie do 31 lipca 2000 r. na adres organizatora: Miejski Ośrodek Kultury, Al. Tysiąclecia 37, 34-400 Nowy Targ, z dopiskiem na kopercie „konkurs literacki”.

    Otwarty Konkurs Poetycki im. St. Ciesielczuka z okazji 600-lecia Hrubieszowa
    Towarzystwo Regionalne w Hrubieszowie ogłasza otwarty konkurs poetycki. Każdy autor może nadesłać jeden zestaw wierszy, złożony z 3. do 5. utworów, opatrzonych godłem, w 3 egz., w terminie do 15 sierpnia br. pod adresem: Towarzystwo Regionalne Hrubieszowskie, 22-500 Hrubieszów, ul. 3 Maja 11, skr. poczt. 13, z dopiskiem na kopercie „konkurs im. St. Ciesielczuka”. Organizatorzy planują dla laureatów nagrody pieniężne i rzeczowe, zastrzegając, że ich ilość i wartość będzie zależna od jakości nadesłanych utworów.

    VIII Doroczny Konkurs Otwarty Prezydenta Sopotu na esej dla młodych twórców
    Prezydent Miasta Sopotu oraz redakcja Dwumiesięcznika Literackiego „Topos”, ogłaszają otwarty konkurs dla młodych autorów na esej krytyczny poświęcony współczesnej poezji i krytyce literackiej, pod hasłem „Świadectwo poezji – dziś”
    Opatrzone godłem prace (w czterech egzemplarzach) wraz z zaklejoną kopertą z danymi osobowymi i krótką notą biograficzną należy przesłać do 31 sierpnia 2000 r. na adres: Wydział Kultury Urzędu Miasta Sopotu, ul. Kościuszki 25/27, 81-704 Sopot, z dopiskiem „Konkurs”

    II Ogólnopolski Konkurs Małych Form Literackich im. Stefana Żeromskiego
    Na konkurs należy przesłać krótki utwór literacki – esej, nowelę, opowiadanie, dziennik – o objętości do 15 stron maszynopisu. Opatrzone godłem prace (w trzech egzemplarzach) wraz z zaklejoną kopertą z danymi osobowymi i krótką notą biograficzną należy przesłać do 15 września 2000 roku, na adres: Muzeum S. Żeromskiego, ul. Żeromskiego 8, 24-140 Nałęczów.

    XIV Ogólnopolski Konkurs Poetycki o Liść Konwalii im. Zbigniewa Herberta
    Wydział Kultury, Turystyki i Sportu Urzędu Miejskiego w Toruniu oraz Centrum Kultury Dwór Artusa w Toruniu ogłaszają XIV Ogólnopolski Konkurs Poetycki o Liść Konwalii im. Zbigniewa Herberta. Na konkurs należy przesłać maksimum pięciu utworów poetyckich (tematyka dowolna) w trzech egzemplarzach maszynopisu. Opatrzone godłem prace wraz z zaklejoną kopertą z danymi osobowymi należy przesłać do 15 września 2000 r. na adres: Centrum Kultury Dwór Artusa, Rynek Staromiejski 6, 87-100 Toruń z dopiskiem na kopercie: Konkurs Poetycki.

    Konkurs „Być Polakiem w dawnym Breslau” z okazji 1000-lecia Wrocławia
    Redakcja miesięcznika „Odra”, Biuro Obchodów Milenium Wrocławia z okazji 1000-lecia miasta ogłaszają konkurs na reportaż historyczny i współczesny, esej lub opowiadanie pt. „Być Polakiem w dawnym Breslau”. Organizatorzy zachęcają uczestników do przedstawienia indywidualnych polskich losów w drastycznie zmienionym przez wojnę otoczeniu społecznym, historycznym, etnicznym i kulturowym w oparciu o własne lub innych doświadczenia i przeżycia. Jury, składające się z przedstawicieli Instytutu Historii Uniwersytetu Wrocławskiego, Muzeum Miejskiego m. Wrocławia i redakcji, przyzna następujące nagrody: I – 2500 zł; II – 1500 zł; dwie III po 1000 zł; trzy wyróżnienia po 400 zł. Jury zastrzega sobie prawo do innego podziału nagród. Wszystkie prace nagrodzone i wyróżniające się poziomem zostaną zamieszczone w „Odrze”. Prace o objętości do 20 stron maszynopisu, opatrzone godłem (z kopertą zawierającą dane autora), w 3 egz. maszynopisu, należy nadsyłać w terminie do 30 września 2000 r. pod adresem: Redakcja miesięcznika „Odra”, Rynek Ratusz 25, 50-101 Wrocław.

    III Konkurs Literacki o Nagrodę Skrzydła Ikara
    Górnośląskie Towarzystwo Literackie w Katowicach, Koło Cieszyńsko-Zaolziańskie Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, Redakcja miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”, Wydział Kultury Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach pod patronatem Marszałka Województwa Śląskiego organizują III Konkurs Literacki na cykl wierszy lub poemat w języku polskim i czeskim o nagrodę Skrzydła Ikara. Cykle wierszy nadesłane na konkurs nie mogą liczyć mniej niż 5 utworów, poematy – co najmniej 100 wierszy. Opatrzone godłem utwory w 3 egzemplarzach maszynopisu, nigdzie dotąd niepublikowane, wraz z kopertą zwrotną z danymi osobowymi należy przesłać do 30 września 2000 roku na adres: Zarząd Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, 40-012 Katowice, ul. Dworcowa 13, III p.

    I Studencki Konkurs Literacki „Graf”
    Zespół twórczy „Warsztaty Literackie” przy WSHE w Łodzi ogłasza I Studencki Konkurs Literacki „Graf”. Na konkurs można nadsyłać utwory (poezja, proza poetycka, małe formy epickie i dramatyczne) o objętości nie przekraczającej 5 stron maszynopisu. Opatrzone godłem prace wraz z kopertą z danymi osobowymi należy nadsyłać do 30 października 2000 roku na adres: „Warsztaty Literackie”, Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi, ul. Rewolucji 1905 r. nr 52, pok. 101, 90-222 Łódź.

    Pierwsze Zawody Poetyckie „O Wieniec Akantu”
    Redakcja miesięcznika „Akant” ogłasza Pierwsze Zawody Poetyckie „O Wieniec Akantu” pod hasłem „Dwa światy w jedno – kobieta i mężczyzna”. 1-3 wiersze (w czterech egzemplarzach) opatrzone godłem należy nadsyłać do 31 października 2000 roku na adres: „Akantu”, 85-105 Bydgoszcz, ul. Niedźwiedzia 7/7.

    XX Jubileuszowy Międzynarodowy Konkurs Poezji Wąglany 2001 „O złote gęsie pióro” – „Szukamy talentów wsi”
    W konkursie mogą wziąć udział piszący po polsku poeci z całego świata. Prace zostaną ocenione w dwóch kategoriach: „O złote gęsie pióro” – teksty autorów zrzeszonych i zamieszkałych w dużych aglomeracjach miejskich oraz „Szukamy talentów wsi” – teksty autorów początkujących i mieszkających we wsiach i małych miasteczkach. Opatrzone godłem zestawy 5 wierszy w 3 egzemplarzach maszynopisu, wraz z kopertą zawierającą dane osobiste należy przesłać do 31 grudnia 2000 r. na adres: Towarzystwo Przyjaciół Wąglan, Waldemar Jóźwik, Wąglany 50, 26-307 Białaczów z dopiskiem „O złote gęsie pióro” lub „Szukamy talentów wsi”

    I Ogólnopolski Konkurs na Tomik Wierszy Tyska Zima Poetycka
    Teatr Mały w Tychach organizuje konkurs, w którym mogą brać udział wszyscy autorzy (zrzeszeni i niezrzeszeni w związkach twórczych), którzy wydali samodzielną książkę twórczą. Warunkiem udziału w konkursie jest nadesłanie znormalizowanego maszynopisu ( do 50 stron) tomiku wierszy w układzie graficznym przewidzianym do druku. Opatrzone godłem zestawy w czterech egzemplarzach wraz z zaklejoną kopertą z danymi osobowymi i krótką notą biograficzną, należy przesłać do 31 grudnia 2000 roku na adres: Teatr Mały „Tyska Zima Poetycka”, ul. kard. A. Hlonda 1, 43-100 Tychy.


    Powrót na początek strony

    Inne Strony WWW


    "Arytmia" - http://arytmia.art.pl
    Miłosz Biedrzycki - http://www.darta.art.pl/poezja
    "bruLion" - http://ikp.ikp.pl/~brulion/brulion.html
    "Czasopisma kulturalne w Polsce" Katalog Fundacji Batorego
    - http://www.batory.org.pl/katalog
    Cezary Domarus - http://free.polbox.pl/d/domarus
    "Dlatego" - http://www.dlatego.art.pl
    "ExLibris" - http://www.exlibris.pol.pl
    "fotoTAPETA" - http://fototapeta.art.pl
    Galeria Foksal - http://foksal.art.pl
    "Galeria Korpus Kulturalny Almanach Sztuki" - http://www.kk.art.pl
    "Krasnogruda", Fundacja Pogranicza - http://pogranicze.sejny.pl/
    "Kursywa" - Internetowy Magazyn Literacki - http://free.art.pl/kursywa
    "Latarnik" - http://www.latarnik.pl
    "Literatura na Świecie" - http://www.lns.art.pl
    "Magazyn Literacki" - http://www.wyzwania.org.pl/magazyn
    "Magazyn Sztuki" - http://www.magazynsztuki.home.pl
    "Odra" - http://www.odra.art.pl
    "Portret" - http://free.art.pl/portret
    Polska 2000 - http://www.polska2000.pl
    "Raster" - http://www.darta.art.pl/raster
    "Szafa" - http://szafa.ata.com.pl/
    "Siódma Prowincja" - http://www.7th-province.org.pl/
    Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki - http://www.wyzwania.org.pl/magazyn/prezentacje/dycki.htm
    "Valetz" - http://magazine.valetz.art.pl

    Michał Witkowski - http://free.polbox.pl/b/bogda/index.html
    Miłosz Biedrzycki – http://www.potwory.orlik.pl/mlb.html
    „Pimka” – http://www.pimka.iq.pl/




    Listy do redakcji






    Napisz do nas: fa_art@free.art.pl








  • Jesteś gościem
    Powrót do stron archiwum

    Redakcja Nowy numer Archiwum Prenumerata Książki Strony autorów