|
tu jesteś: Strona główna
|
|
|
felieton
Grzegorz Tomicki
Toż wybory prezydenckie to nie gierki w pici-polo na małe bramki! To nie zawody w sikaniu pod wiatr ani nawet – a niech mi się stolec wypsnie! – turniej jednego wiersza im. Rafała Wojaczka! To nawet nie turniej kowali! Gra idzie o stolec, tfu, wróć – gra idzie o Stołek, a nawet o stołki, bo przecież król sam na stolcu-stołku nie zasiędzie, a z całą świtą. Gra idzie o to, powiem bez ogródek i metafor, kto mi będzie wstyd przed światem robił przez następne pięć lat, a to przecież nie jakieś siu-bździu ani figo-fago (choć, prawdę mówiąc, ten „świat” – całe to reprezentacyjne Symboliczne – wcale nie lepszy). To miał być zatem „jeden z najważniejszych dni w powojennej historii Polski”, a powagę sytuacji w sposób najbardziej odpowiedzialny, jak zwykle, doceniły media. Media jak to media: najpierw stwierdzają, co jest „naprawdę ważne”, a potem się tym „naprawdę ważnym” zajmują, bo przecież nie będą się w tej sytuacji zajmować czymś ważnym tylko pozornie albo czymś zgoła naprawdę nieważnym. Dlatego we wszelkich „Wiadomościach” pytlują najpierw o wyborach, potem o pomniejszej polityce, a ewentualnie pod koniec – dla odprężenia i z porozumiewawczym „uśmieszkiem” na twarzy spikerki-spikera – jakieś ciekawostki z życia Dody albo innego Pendereckiego w ramach niezobowiązujących (do niczego) kulturaliów-kuriozów, po których już tylko sport i pitu-pitu albo i pierdu-pierdu o pogodzie.
felieton
Grzegorz Tomicki
Niedawno w polskim radiu publicznym usłyszałem, jak pewien teolog dowodził, iż niegdysiejsza ponowoczesność z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, dzisiaj ostatecznie już przezwyciężona, zasadniczo sprowadzała się do kwestionowania tradycyjnych wartości, które – że zacytuję dosłownie – „sprawdzały się przez wieki”. Niedobrze jest polemizować z teologiem, bo to człowiek uczony. Niedobrze, a nawet niebezpiecznie, bo to nie tylko człowiek uczony, ale i pozostający w stosunkach z Panem Bogiem. Toż i, dmuchając na zimne, polemizuje się mało. Narazić się można i ludziom, obniżając notowanie swoich akcji na rynku osobowości, i Bogu, co gorsza. A po co to komu? |
felieton
M.K.E. Baczewski
Pod koniec lat trzydziestych (gwoli przypomnienia – chodzi o XX wiek) w doskonale zorganizowanym systemie wizyt genseka zaczęło coś zgrzytać. Któregoś razu Józef Wissarionowicz Stalin kazał się zawieźć do Zakładów Mechanicznych imienia Józefa Wissarionowicza Stalina. Kłopot polegał na tym, że w Moskwie znajdowały się cztery instytucje o takiej samej nazwie. Innych Zakładów Mechanicznych nie było. Wszystkie moskiewskie Zakłady Mechaniczne nosiły chlubne imię Stalina. W sowieckiej krainie zapanował kryzys nazewniczy: Wielki Październik, Czerwony Sztandar, Rewolucja i on – Ojciec Narodu. Innych patronów trafił szlag. Gdyby tendencja ta utrzymała się do dziś, zaniknęłoby całkiem zjawisko komunikacji. Bo i po co byłoby rozmawiać, skoro na określenie wszystkiego mielibyśmy jedno słowo? Ale nie uprzedzajmy faktów.
felieton
M.K.E. Baczewski
Niektóre choroby są śmiertelne. Wszystkie, niestety – nieśmiertelne. Do jakiego grona jednostek chorobowych należałoby zaliczyć poezję? Wnikliwy namysł nad etiologią i patogenezą tego schorzenia wiedzie do sformułowania ostrożnej hipotezy o zaburzeniu w systemie wartości zainfekowanej jednostki. W hierarchii osobniczej dochodzi mianowicie do patologicznej dyfuzji: wtargnięcia pierwiastka amatorskiego na terytorium zastrzeżone dla tego, co profesjonalne. Osoby, które wykonują swój życiowy zawód z powołania, a za takie uważam – przynajmniej w najlepszym wypadku – księdza, chirurga, hydraulika, wiedzą o tym, że nałogów trzeba sobie szukać poza obszarem wykonywanej profesji. Jeśli przyłapiemy się na tym, że dokręcanie muterek – ośmiogodzinne i codzienne – mocujących lewe tylne koło auta jednej i tej samej marki zaczyna nam sprawiać dziką przyjemność, a dzień bez wkrętarki w łapsku wydaje nam się dniem zmarnowanym, należy czym prędzej udać się do psychiatry. |
|||
|
zapraszamy
Zapraszamy także do naszego rozbudowanego o płatności przelewem z kont bankowych dostępnych przez internet SKLEPU po prenumeratę kwartalnika i książki
nagroda im. Kazimierza Wyki dla Krzysztofa Uniłowskiego
Krzysztof Uniłowski: Kup Pan książkę!
nowe książki
Tomasz Gerszberg: Pies, który zakochał się w tęczy
felieton
Grzegorz Tomicki
Interes interesem, zabawki niezbawkami, niewątpliwie jednak najlepszy interes na całej imprezie pod nazwą Nike zrobił sam Laureat, inkasując nielichą sumkę w złotych polskich, co mu się niewątpliwie należało albo i nie należało, czyż bowiem można talent przeliczać na pieniądze – według jakiej taryfy – by nie powiedzieć: rozmieniać na drobne? Miejmy też przy tym na uwadze fakt, iż wyrażenie „należało mu się” kto jak zechce, tak sobie odczyta, a mało kto, jak należy, z czym każdy poeta liczyć się musi jako i z każdym, masz ci los, groszem. Taki to już pieprzony los kataryniarza. Psi, by nie powiedzieć: poeci los.
felieton
M.K.E. Baczewski
Jeśli się rozejrzymy po poetyckim światku, stwierdzimy, że statystyczny autor wierszy zwleka z przywdzianiem obrączki tak długo, jak się da. Ułożyliśmy w tej sprawie piękną i mądrą sentencję: ślub równa się życie minus literatura. Naiwni, którzy żenią się z własnymi żonami. Tyle jest żon cudzych! Byłby to zresztą niezły sposób na poczynienie aluzji literackiej: nie masz ci żony nad cudzą żonę. Co też należy rozumieć z całą powagą: oto ludzki genotyp realizuje imperatyw wymienności. Mąż to już rodzina. |
||||
|
data ostatniej aktualizacji: 2010-03-22 12:52:41.274927 |
||||
|
|