WYDAWNICTWO FA-art   Start START   Książki KSIĄŻKI   Kwartalnik KWARTALNIK   Archiwum ARCHIWUM   Strony Autorów STRONY AUTORÓW   Redakcja REDAKCJA
 
  tu jesteś: Strona główna

 
felieton
M.K.E. Baczewski

Ludzi łączy ze sobą jedna powszechna właściwość: mają lepiej. Mnie prawidłowość owa nie dotyczy. Jestem dostawcą ujemnego probierza. Ktoś musi mieć gorzej, by inni mogli mieć lepiej. I vice versa: bez ich „lepiej” nie ukazałoby się jego „gorzej” w pełnej – negatywnej – postaci. Obydwie strony winny sobie wdzięczność. Bez tej ofiary stopień wyższy przysłówka mógłby się przejawiać jedynie w teorii.

Ach, ci inni... Na egzaminach zawsze dostają łatwiejsze pytania. Przy rozdzielaniu cukierków dla nich zawsze przypada ten ostatni – nieparzysty. Nie gubią telefonów, nie zapominają PIN-ów. Inni mają zawsze pod ręką kluczyki od auta. Pomijam kwestie prozaiczne: wzrost, przychód, metraż, litraż. Inni mają lepiej.

Często zdarza mi się rozmyślać, jak byłoby to miło przefrunąć (wraz z własnym bagażem psychicznym) do innego bytu, pobyć tam godzinę, dwie (względnie ruski miesiąc), a potem wrócić. Albo i nie wracać wcale. Na widok trumniarza, brukarza, prezesa korporacji – odczuwam dziką ochotę przedzierzgnąć się w ich zagadkowe figury, poznać ich obsesje i sentymenty, napawać się ich udręką i pławić w radości.

więcej

felieton
Grzegorz Tomicki

Toż wybory prezydenckie to nie gierki w pici-polo na małe bramki! To nie zawody w sikaniu pod wiatr ani nawet – a niech mi się stolec wypsnie! – turniej jednego wiersza im. Rafała Wojaczka! To nawet nie turniej kowali! Gra idzie o stolec, tfu, wróć – gra idzie o Stołek, a nawet o stołki, bo przecież król sam na stolcu-stołku nie zasiędzie, a z całą świtą. Gra idzie o to, powiem bez ogródek i metafor, kto mi będzie wstyd przed światem robił przez następne pięć lat, a to przecież nie jakieś siu-bździu ani figo-fago (choć, prawdę mówiąc, ten „świat” – całe to reprezentacyjne Symboliczne – wcale nie lepszy).

To miał być zatem „jeden z najważniejszych dni w powojennej historii Polski”, a powagę sytuacji w sposób najbardziej odpowiedzialny, jak zwykle, doceniły media. Media jak to media: najpierw stwierdzają, co jest „naprawdę ważne”, a potem się tym „naprawdę ważnym” zajmują, bo przecież nie będą się w tej sytuacji zajmować czymś ważnym tylko pozornie albo czymś zgoła naprawdę nieważnym.

więcej
 
felieton
M.K.E. Baczewski

Na razie mamy jednak wakacje w kryzysie i czas ten jakoś trzeba spędzić. Ot, choćby nudząc się i przybliżając o godziny tej nudy termin zwrotu długów zaciągniętych u Stwórcy.

Kryzys zwrócił turystom utraconą niewinność. Nie zagraża już towarzyską żenadą delektowanie się herbatką na szczycie Nanga Parbat, zapewne można też do woli wymieniać północnokoreańskie wony (jakże jednak zniechęcająca nazwa waluty!) po kursie czarnorynkowym. Moglibyśmy się na powrót oddawać urokom safari czy duchowym wdziękom cycatej Copacabany. Szkopuł w tym, że nie ma kasy. Gdyby chodziło o przyswojenie możliwie znośnej dawki promieniowania najbliższej gwiazdy, wystarczyłaby nasza borealna kraina. Ale problem jest bardziej złożony.

Mówimy sobie: nic prostszego pod słońcem – oto najkrótsza definicja wakacji. Tymczasem wypoczynek też podlega recesji. Wypoczynek również bywa zmęczony. Lenistwo złotego wieku było bezwarunkowe. Leniuchowanie kiepskich czasów trzeba ciut spartolić.

więcej

felieton
M.K.E. Baczewski

Pod koniec lat trzydziestych (gwoli przypomnienia – chodzi o XX wiek) w doskonale zorganizowanym systemie wizyt genseka zaczęło coś zgrzytać. Któregoś razu Józef Wissarionowicz Stalin kazał się zawieźć do Zakładów Mechanicznych imienia Józefa Wissarionowicza Stalina. Kłopot polegał na tym, że w Moskwie znajdowały się cztery instytucje o takiej samej nazwie. Innych Zakładów Mechanicznych nie było. Wszystkie moskiewskie Zakłady Mechaniczne nosiły chlubne imię Stalina.

W sowieckiej krainie zapanował kryzys nazewniczy: Wielki Październik, Czerwony Sztandar, Rewolucja i on – Ojciec Narodu. Innych patronów trafił szlag.

Gdyby tendencja ta utrzymała się do dziś, zaniknęłoby całkiem zjawisko komunikacji. Bo i po co byłoby rozmawiać, skoro na określenie wszystkiego mielibyśmy jedno słowo? Ale nie uprzedzajmy faktów.

więcej
zapraszamy

• Zapraszamy także do naszego rozbudowanego o płatności przelewem z kont bankowych dostępnych przez internet SKLEPU po prenumeratę kwartalnika i książki

więcej

nagroda im. Kazimierza Wyki dla Krzysztofa Uniłowskiego

Krzysztof Uniłowski: Kup Pan książkę!
Krzysztof Uniłowski 'Kup Pan książkę!'

więcej

nowe książki

Tomasz Gerszberg: Pies, który zakochał się w tęczy
Tomasz Gerszberg 'Pies, który zakochał się w tęczy'

więcej

felieton
Grzegorz Tomicki

Niedawno w polskim radiu publicznym usłyszałem, jak pewien teolog dowodził, iż niegdysiejsza ponowoczesność z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, dzisiaj ostatecznie już przezwyciężona, zasadniczo sprowadzała się do kwestionowania tradycyjnych wartości, które – że zacytuję dosłownie – „sprawdzały się przez wieki”.

Niedobrze jest polemizować z teologiem, bo to człowiek uczony. Niedobrze, a nawet niebezpiecznie, bo to nie tylko człowiek uczony, ale i pozostający w stosunkach z Panem Bogiem. Toż i, dmuchając na zimne, polemizuje się mało. Narazić się można i ludziom, obniżając notowanie swoich akcji na rynku osobowości, i Bogu, co gorsza. A po co to komu?

więcej

felieton
M.K.E. Baczewski

Niektóre choroby są śmiertelne. Wszystkie, niestety – nieśmiertelne. Do jakiego grona jednostek chorobowych należałoby zaliczyć poezję? Wnikliwy namysł nad etiologią i patogenezą tego schorzenia wiedzie do sformułowania ostrożnej hipotezy o zaburzeniu w systemie wartości zainfekowanej jednostki. W hierarchii osobniczej dochodzi mianowicie do patologicznej dyfuzji: wtargnięcia pierwiastka amatorskiego na terytorium zastrzeżone dla tego, co profesjonalne.

więcej

data ostatniej aktualizacji: 2010-03-22 12:52:41.274927