czwartek, 15 listopad 2012 13:01

Powiem ci, czy jesteś

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

„(...) Drukują: technika pamięci natychmiastowo / Zautomatyzowana, czy życzysz sobie nieprzeciętnego daru / Obserwacji, czy chcesz złe nawyki obrócić w dobre, / Rozwinąć w sobie entuzjazm, przyjacielskość, osobowość? / Kup książkę.”

 

Uwaga Witolda Wirpszy (przywołany powyżej fragment pochodzi z poematu Faeton), podszyta właściwym dla tego autora sarkazmem, przypomina o istnieniu swoistej „strefy mroku” w obrębie działań i zachowań marketingowych na rynku książki. Książka miałaby być uprzywilejowana z racji samego urodzenia w takiej a nie innej postaci. Chodzi o handel towarem mającym wyrafinowanie przypisane niejako z definicji. W takim ujęciu metafizyka lektury okazuje się rzeczą nader prostą. Wykonujemy tę czynność pod rygorem zaliczenia w poczet motłochu. Otóż w tezie tej ukryte jest poważne zagrożenie: lansując akt lektury w sensie ogólnym, samą czynność (mającą jakoby nas oświecić i podnieść na duchu), dopuszczamy tym samym myśl, iż egzamin rynkowy naturalną koleją rzeczy degraduje rzetelne wartości kulturotwórcze. Sprzedawcy aut nie mamią potencjalnych klientów urokami komunikacji sensu largo. Producenci pralek uznają dążenie do czystości za element ludzkiej natury. Zbawienne skutki czytania książek nie udzielają się naszej wyobraźni z taką oczywistością. Dochodzimy teraz do wniosku, że literatura to taki rodzaj prawdy, która nie ma dość czołgów, żeby się obronić.
Nasze pytanie brzmi więc tak: na ile człowiek pogrążony w lekturze (to rzadkie zjawisko) winien ulegać przekonaniu, że nie tyle oddaje się godziwej rozrywce, ile raczej dokonuje niebagatelnych ulepszeń w sferze mentalnej?
Powiedz, czy czytasz, a powiem ci, czy jesteś.
Jeśli usiłują mi wręczyć ogólną zachętę do czytania – jako zaproszenie do wykonania czynności łatwej, lekkiej i przyjemnej lub choćby nawet duchowo sycącej, elitarnej do szpiku kości i bezpardonowo uwznioślającej nadwątlone długotrwałym rozbratem z literaturą władze umysłowe – odruchowo tracę apetyt. Usiłując wzmożoną lekturą prześcignąć ciemne pospólstwo w gromadzeniu intelektualnego dobytku, popełnimy skrajny nietakt. Próbując doszlusować do grona wygrzewających serca przy ognisku debaty publicznej – o ile nie skłania nas do tego namiętność profesjonalna – ryzykujemy prostą stratą czasu.
Jeśli system grantów, dotacji etc. wydaje się naturalnym sposobem zasilenia gasnącego obrotu towarem księgarskim, przynajmniej w jego aspekcie artystycznym względnie edukacyjnym, nie wolno nam tracić z oczu banalnej prawdy, że łożymy w gruncie rzeczy na podtrzymanie przy życiu tysiącletniego paradygmatu, w którego świetle książka stanowi obietnicę przyrostu kwalifikacji – czy to estetycznych, czy etycznych, czy wreszcie poznawczych.
Czy istnieje coś, co można by nazwać zadaniem dla literatury współczesnej? Moim zdaniem, tak. Rozprawić się z tą obłudną mitologią. „Tom sam w sobie nie jest faktem estetycznym – pisze Borges – jest przedmiotem pośród innych; fakt estetyczny może nastąpić tylko wówczas, gdy go się pisze lub czyta.” Rynek – choćby nawet był to rynek księgarski – nie ma z tym nic wspólnego.

Czytany 15493 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 15 listopad 2012 13:10
Marek K.E. Baczewski

Marek K.E. Baczewski – ur. 1964, poeta, prozaik, krytyk literacki, autor słuchowisk radiowych, felietonista „FA-artu″ oraz kwartalnika „Opcje″. Mieszka w Zawierciu. Laureat nagrody poetyckiej im. R.M. Rilkego. W maju 2007 roku został nominowany do Nagrody Literackiej Gdyni za tomik Morze i inne morza. Wydawnictwo FA-art opublikowało kilka jego książek poetyckich, ostatnio zaś zbiór opowiadań: Bajki Baczewskiego.

Strona www.FA-art.pl wykorzystuje informacje przechowywane w komputerze w formie tzw. ciasteczek (cookies) do celów statystycznych. Dowiedz się więcej.