„Czekiści” dają odpór

Zaglądanie do „Czasu Kultury” nie należy do moich ulubionych rozrywek. Aliści zawartość jednego z najbliższych numerów poznańskiego dwumiesięcznika zaciekawia, pobudza wyobraźnię, radośnie podnieca... Wróble z Placu Sejmu Śląskiego ćwierkają o tym od miesiąca: „Czas Kultury” będzie dawał odpór! Brzmi to groźnie, zalatuje znaną skądinąd poetyką, przeszywa dreszczem jak głos przemawiającego Gomułki, ale ostatecznie lepsze to niż betonowe skarpetki dla Pavique'a (a tenże na dnie Wisły, of course), na pewno łagodniejsze od metod, jakimi mogliby się posłużyć, pozbawieni poczucia humoru, obywatele republik zakaukaskich wynajęci na stadionie X-lecia wiadomo po co itd. Idzie - rzecz jasna - o trzecie (i ostatnie!) wydanie Parnasu bis, a ściślej o nieprzyjemne fragmenty zaktualizowanego Słownika literatury polskiej urodzonej po 1960 roku. Tym, którzy nie mieli (nie)przyjemności zetknąć się z wznowionym (i zmienionym!) dziełem Pawła Dunin-Wąsowicza, należy się krótkie wyjaśnienie. Otóż tu i ówdzie autor leksykonu poszedł na całość, tzn. poobrażał ludzi i środowiska. Cytował nie będę, bo każde przytoczenie to w gruncie rzeczy kolportowanie opinii; nikt mnie nie przekona, że istnieje różnica między frazą „zdaniem X poeta Y to grafoman” i wyrażeniem „poeta Y to grafoman” (po prostu).
Co z tym fantem zrobić? Jedni powiedzą, że po co udawać: bezkompromisowy Pavique wygarnął prawdę w oczy; owszem - bez cienia dyskrecji, niedelikatnie, ale zasadniczno skłamał niewiele. Drudzy ocenią: przesadził, posłużył się inwektywą i niewybredną plotką, gdzieniegdzie zwyczajnie zełgał. Oczywiście - jak to w takich wypadkach bywa - jedni i drudzy mają rację, bo też decyduje o tym punkt widzenia, rozkład sił sympatii i antypatii czy wreszcie poczucie smaku, miary, przyzwoitości. No właśnie - nawet ulubiony frazes inteligencji humanistycznej, czyli Herbertowskie kryterium smaku, wydaje się tu niezbyt poręcznym narzędziem. Chcecie pojedynku na frazesy? To macie w kontrnatarciu Conradowski postulat o wymierzaniu sprawiedliwości widzianemu światu. Pytanie zatem brzmi: co zobaczył Dunin-Wąsowicz i czy miał prawo podzielić się swoimi spostrzeżeniami?
Powiedziałbym tak: zobaczył, co zobaczył (a zaiste, bystry to obserwator!), całe nieszczęście polega na tym, że naruszył reguły gatunkowe. Oto miano Pavique’owej zbrodni (jeśli w ogóle można o tym zdarzeniu mówić takim językiem i nie umrzeć ze śmiechu). Nie da się bowiem ożenić leksykonu z pamfletem. Nawet na gruncie postmodernizmu! Ale do rzeczy, czyli do akcji przygotowywanej przez „CzK” (czytaj: cze-ka). Chciałbym jakoś pomóc dziarskim, zwierającym szeregi Wielkopolanom w ich wielce heroicznym dziele (zawsze marzyła mi się rola uczestnika nagonki... ależ to musi rajcować, takie grupowe zaszczuwanie; cóś piknego!). Służę tedy argumentem z grubej rury: Otóż na pchlim targu nabyłem onegdaj Der Volks-Brockhaus. Deutsche Sach- und Sprachwörterbuch, wydanie IX, zmienione i to jak zmienione! (rok 1941). Ku mojemu zdumieniu przeciwnicy polityczni III Rzeszy wcale nie zostali potraktowani z buta; zamiast epitetu, którego wolno się było spodziewać, rzeczowy opis (vide hasełko poświęcone T. Mannowi). Mój strzał z grubej rury to strzał z dubeltówki, więc na drugą nóżkę... bolszewicy posługiwali się inną metodą: niemiłych sobie zawodników eliminowali; po prostu pewnych haseł w ichniejszych leksykonach na próżno szukać. I tu docieram do Pavique'’owego występku (już nie zbrodni!). Autorowi III wydania Parnasu bis szalenie spodobał się koncept opisany w Wahadle Foucaulta Eco, tj. mechanizm sporządzania Encyklopedii Sławnych Włochów (w stopce na stronie 240 wprost o tych zależnościach mówi). Generalnie chodzi o zarozumiałość leksykografii, o aroganckie przekonanie, że każdy (zwłaszcza byle dupek) zrobi wiele, by zaistnieć na kartach leksykonu. W konsekwencji - dobrze czy źle, byle po nazwisku, byle z przepustką do historii. Dawanie odporu zatem - trzymając się tej logiki - to zwykła hipokryzja. Nieprzyjemnie potraktowany „Czas Kultury” zamiast wyrazów wdzięczności, zamierza kąsać rękę dobroczyńcy?
Cóż, zapewne urażeni poznaniacy przeprowadzą jakąś inteligentną kontrofensywę; ich dawanie odporu nie będzie tak prostackie jak powyższa argumentacja (Dunio gorszy od faszystów i bolszewików). Tak więc wyglądam nowego numeru „CzK” (czytaj: cze-ka), spodziewając się porcji godziwej rozrywki, bo też - bądźmy przez chwilę poważni - jakże inaczej patrzeć na wydarzenie edytorskie, nazwane Parnas bis (wersja 3.0)? Po prostu jeden przedmiot rozrywkowy prawdopodobnie powoła do życia kolejny. Ot, i wszystko...

Dariusz Nowacki