czwartek, 16 sierpień 2012 13:22

Olbrzymie, kosmiczne pieprzenie (Vonnegut)

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Curiosity – ciekawość, dociekliwość. Ale także – osobliwość, kuriozum. Curiosity zatem to obiekt wzbudzający ciekawość w tych, co z ciekawością nie mają i nie chcą mieć zbyt wiele wspólnego. Dla których ciekawość jest stopniem do piekła, szczeblem do szeolu, biletem do Sodomy, Gomory i Zawiercia.

 

Niedawno słowo to zyskało nowe znaczenie. Chodzi, krótko mówiąc, o nazwę pojazdu eksplorującego fragment nieodległego kosmosu. To nas obchodzi jakby troszkę mniej. Ów samobieżny Curiosity pełni bowiem pewną misję także tu, na Ziemi.

 

Kosmos staniał. Tak, staniał. Utracił swą nieskazitelną reputację. Abdykował. Strącono ów kosmos z pierwszych stron gazet. Przeniesiono ów kosmos w stan spoczynku. Zatem Curiosity, wyrafinowany mechanizm za dwa i pół miliarda dolarów, badając powierzchnię Marsa, będzie równocześnie ratował kosmos.

 

Ratował – ma się rozumieć – u amerykańskiego podatnika.

 

Kto rządzi w kosmosie? Między wierszami wypowiedzi Johna Holdena, naukowego doradcy aktualnego prezydenta USA, odczytać można sygnał o wszczęciu kosmicznego wątku kampanii prezydenckiej. Przywołajmy zdanie Holdena: „Jeśli macie wątpliwości, kto rządzi w kosmosie, to spójrzcie w kierunku Marsa" (tam właśnie dziś, tj. 6 sierpnia, wylądował rzeczony Curiosity). Kto zatem rządzi w kosmosie? Giordano Bruno pomylił się. To, co ujrzał w gwiazdach, nie było obliczem Boga. To była twarz Baracka Obamy.

 

W młodych latach osiemdziesiątych XX wieku zaczęło się w Rosji sowieckiej mówić o podboju Czerwonej Planety. Skąd owa idea? Należy przypuszczać, że pomysł podbicia Ziemi był się już zużył; rewolucja bolszewicka postanowiła przyjść na gotowe.

 

Obojętne, jak odległy horyzont technologiczny wyznacza proces kiełznania wszechświata – czy jest on dla nas bujaniem w obłokach, czy też (przeciwnie) eksploracją próżni. Pierwsze kroki zostały podjęte.

 

Nauka wyleciała na orbitę. Tam poniosła klęskę.

 

Brak grawitacji, okazało się, stanowi krótkotrwałą frajdę. W dalszej perspektywie urasta do rangi największego problemu kosmicznej egzystencji.

 

Owe kilkanaście metrów sześciennych ziemskiej ekosfery, rzucone na pożarcie nieskończonych przestrzeni, miało stać się domem udręki. Pierwsze eksperymenty przyniosły rozczarowanie. Tak samo drugie i trzecie, i kolejne. Długotrwałe rozstanie z grawitacją wiodło do atrofii układu mięśniowego. Rekord w dziedzinie kosmicznej lewitacji należy do rosyjskiego kosmonauty Walerija Poljakowa. Ten wyczynowiec spędził na stacji orbitalnej Mir bez mała 438 dni (od 8 stycznia 1994 do 22 marca 1995).

 

Zastosowanie wyrafinowanych urządzeń treningowych dało jedynie tyle, że z kapsuły lądownika wylał się nie kisiel, lecz galaretka.

 

Pokora jest tym, co zawodzi. Jesteśmy dziećmi własnego znaczenia. Domena ludzkiego losu – przydawanie ciężaru.

Czytany 3082 razy Ostatnio zmieniany sobota, 18 sierpień 2012 15:30
Marek K.E. Baczewski

Marek K.E. Baczewski – ur. 1964, poeta, prozaik, krytyk literacki, autor słuchowisk radiowych, felietonista „FA-artu″ oraz kwartalnika „Opcje″. Mieszka w Zawierciu. Laureat nagrody poetyckiej im. R.M. Rilkego. W maju 2007 roku został nominowany do Nagrody Literackiej Gdyni za tomik Morze i inne morza. Wydawnictwo FA-art opublikowało kilka jego książek poetyckich, ostatnio zaś zbiór opowiadań: Bajki Baczewskiego.

Strona www.FA-art.pl wykorzystuje informacje przechowywane w komputerze w formie tzw. ciasteczek (cookies) do celów statystycznych. Dowiedz się więcej.