niedziela, 24 sierpień 2014 15:14

Heligoland (13)

Napisał
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Najwyższy chyba czas wyjść z przepowiedni Wróżki Wokalistki w „Paradise Circus” i wrócić do życia. W Heligolandzie jest to życie poniekąd pokątne, co nie znaczy że pozbawione dynamiki i nawet - w niewielkim zakresie - zwrotów akcji. Nim jednak zaczniemy rozglądać się za sposobem na zwiększenie sobie poziomu endorfin, trzeba jeszcze o poczuciu winy, które pojawia się ponoć u tych, którzy kochają najbardziej.

Zatrzeć coś w pamięci, choć niekoniecznie zapomnieć. Żeby zobaczyć, jak nasze niewyraźne (w sensie: sprzeczne) emocje pogrywają sobie z pamięcią, dość niechętnie poddając się naszej woli, nie mówiąc już o zewnętrznej perswazji, warto może zdystansować się na chwilę od pomieszania sztuki oraz seksu w oficjalnym teledysku i odwołać się do jeszcze jednego możliwego znaczenia tytułu utworu „Paradise Circus”. Otóż w mieście Birmigham, które już zdążyło odegrać pewną rolę w prowadzonych tu rozważaniach, jako żywo istnieje miejsce o takiej nazwie. W samym centrum miasta istnieje i, wyobraźcie sobie, rozpoznane jako urbanistyczny kociokwik, który powstał w wyniku nie do końca przemyślanej zabudowy z lat. 60., 70. i 80., centralnie też ma zostać zburzone, a potem odbudowane – takie plany snują w Birmigham od początku naszego wieku. Celem zaś tych municypalnych planów jest, trudno o poręczniejszą metaforę, polepszenie widoków. Głównie chodzi o widoki obecnych mieszkańców na przeszłość, ale też – zapewne – obecnych władz na reelekcję, a paru firm budowlanych na zyski. Trochę to przypomina mi zawirowania z katowickim Rynkiem, tylko skala nieco większa i widoki mają się otworzyć na nieco starsze niż Teatr Śląski budynki. A że jest film na YT i jest dobrze zrobiona strona www  (pierwszy wpis w newsach, który dotyczy wystawy koncepcyjnej z lutego 2011 roku, nosi wzruszajacy tytuł „Wizje Raju”), to obejrzyjcie, poczytajcie, osądźcie sami.

Polepszymy sobie widoki na przeszłość: zostawimy to, co pasuje, a resztę zburzymy. I na tym miejscu zbudujmy coś nowego, by „resztę” ostatecznie zatrzeć w pamięci. Tak - wszyscy to robimy, mniej lub bardziej skutecznie. Chyba ten mniej skuteczny sposób, to ponure dewastacje i radosne dobudówki. Czy może radosne dewastacje i mroczne dobudówki? Jak zwał, tak dewastował-dobudował, bo na pewno owym bardziej skutecznym sposobem jest metodyczna demolka połączona ze śmiałą wizją.

Żeby było jasne - nie jestem prostym fanem skuteczności. Skuteczność jako cel jest fajna tylko dlatego, że w zasadzie nigdy nie jest stuprocentowo skuteczna. Także z tego powodu mowa tu cały czas o zacieraniu w pamięci, a nie wymazaniu po kres czasu bądź tysiącletniej rzeszy fanów skuteczności.

Budować można oczywiście z cegieł, wywozić zaś gruz, ale można też zbudować siebie. Można też być dobrze zbudowanym, od prześlicznego pofałdowania kory, na sześciopaku i wcięciu w talii kończąc. W związku z tym wszystkim właśnie wspominałem niedawno, że dla duszy o wiele ważniejsza od obecności jest nieobecność. Skoro tak się składa, że ani jedna, ani druga nie potrafi być „zupełna” - jedno to zresztą szczęście, dzięki temu jeszcze nasz świat istnieje - to zapewne dlatego jest możliwe coś takiego jak „zatarty znak”, a także odczytywanie takich znaków. I może też z tego powodu, gdy robi nam się niewyraźnie, zaczynamy czytać. Odczytywać. Od czytania zaczyna się zaś budowanie, będące, ma się rozumieć, skutecznym połączeniem demolki ze śmiałą wizją.

Choć początkowo, w fazie rozpędu, dla takiego odczytywania trudno znaleźć uzasadnienie. W zależności od pogłębienia nastroju zdaje się być ono jałowymi wspominkami lub godną, choć niestety zwykle tylko pożałowania, żałobą. Lecz docieranie do zatartych, a jednak wciąż „jakoś" widocznych znaków, to często  jedyny sposób, by oszacować rozmiar tej pierwszej, pierwotnej nieobecności nas samych w nas samych. To znaczy - duszy w nas samych. No i może też jest to sposób, by wyobrazić sobie, że co najmniej tak samo rozległa nieobecność może być przed nami. Pewnie, że takie wyobrażenie boli, ale też daje wreszcie coś, bez czego żyć się raczej nie da: horyzont, a przynajmniej przestrzeń. I to w dodatku, jako się rzekło, przed nami, a nie za nami. Perspektywę na przyszłość, a nie przeszłość.

Najwyższy już chyba czas wyjść z przepowiedni Wróżki Wokalistki w „Paradise Circus” i wrócić do życia. W Heligolandzie jest to życie poniekąd pokątne, co nie znaczy że pozbawione dynamiki i nawet - w niewielkim zakresie - zwrotów akcji. Nim jednak zaczniemy rozglądać się za sposobem na zwiększenie sobie poziomu endorfin, trzeba jeszcze o poczuciu winy, które pojawia się ponoć u tych, którzy kochają najbardziej.

Jeśli, drogi czytający, przynajmniej raz w życiu nie poczułeś wszechogarniającego żalu, że choć mogłeś coś zrobić, nie zrobiłeś, lub że choć mogłeś coś zrobić dobrze, zepsułeś to ze szczętem, nie czytaj dalej. Nie mam przecież wątpliwości, że wszyscy przynajmniej raz i że wszyscy czytają dalej - poczucie winy, to jest coś, co przytłacza nie tylko tych, którzy kochają najbardziej, ale przede wszystkim coś, co przytłacza tych, którzy potrafią czytać.

Na przykład emocje. Z mowy ciała. Wyrazu oczu. Przemilczeń i napomknięć.

W poczuciu winy zastanawiające jest nie tylko to, że nas ogarnia, lecz także to, że w związku z nim czujemy się przymuszeni, by coś robić, gdy tymczasem najrozsądniejszą reakcją byłby może brak ruchu, zastygnięcie. O ile jakoś można sobie wyobrazić, że czytając, sami przeżywamy czytane emocje (nieuchronnie sprowadzając czytane do swojego emocjonalnego poziomu), a także to, że czytając, wbijamy się w autorską pychę, bo oto ja czytam i to moja wina, że się stało lub dzieje! (nieuchronnie popadając w śmieszność), o tyle wybór działania zamiast stuporu, kontemplacji bądź obojętności słabo przemawia do rozsądku. Ale też czy czasem nie dlatego rzucamy się na ratunek, by przypadkiem w przerażeniu nie uciec? A innym razem nie dlatego podejmujemy beznadziejną interwencję, że czujemy się z obserwowanym równoległym kosmosem w nadzwyczajny sposób splątani?

Kochać kogoś, to pojmować, co z nim będzie dalej. Jeśli zaś, Paulo Coelho, to „dalej” oznacza tylko kolejny akapit, wtedy nasze poczucie winy będzie nieskończone.

http://www.paradisecircus.co.uk/news/vision-of-paradise.php

Playlista Heligoland na YouTube kanał Heligoland Life na Vimeo

Czytany 10174 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 02 wrzesień 2014 00:24
Cezary K. Kęder

Cezary K. Kęder – pochodzi ze Śląska, a mieszka w Warszawie. Jest autorem. Ma profil na Facebooku.

Więcej w tej kategorii: « Heligoland (12) Heligoland (14) »

Strona www.FA-art.pl wykorzystuje informacje przechowywane w komputerze w formie tzw. ciasteczek (cookies) do celów statystycznych. Dowiedz się więcej.